Teksty

Żołnierze gen. Sosnkowskiego

Naloty bombowe prześladowały także 11 dywizję, powodując znaczne straty, zwłaszcza w artylerii, która utraciła ponad 100 koni, zastąpionych niezwłocznie końmi z taborów. Dywizja ta zaraz o świcie 14 września niemal bez odpoczynku, ruszyła w dalszą drogę. W Medyce z północnego kierunku napadł na dywizję zmotoryzowany podjazd 4 dywizji lekkiej, został jednak łatwo odparty. Incydent ten miał tę dobrą stronę, że oczyścił szosę z taborów i uchodźców, dzięki czemu dalszy marsz odbywał się bez porównania sprawniej.
Pod koniec marszu płk Prugar-Ketling zatrzymał się przez dłuższą chwilę na polanie leśnej, by się przyjrzeć przechodzącej kolumnie. Szeregi szły mechanicznie naprzód, nie zwracając na nic uwagi. Nic ich już nie zajmowało, nic nie dziwiło i nic nie przerażało. Plecaki wyładowane skromnym żołnierskim dobytkiem i amunicją uciskały barki, rzemienie wgryzały się boleśnie w ciało, ładownice po brzegi wypełnione nabojami obciągały pas na zapadłym brzuchu. Ciężkie jak ołów, opuchłe od ustawicznych marszów kogi, z trudnością podnosiły się na nieznaczną wysokość i bezładnie opadały na dno przydrożnego rowu, który dawał wmarszu ukrycie. Karabin gniótł i powodował drętwienie karku, po każdym przebytym kilometrze ciążył coraz dokuczliwiej, ale ręka żołnierska trzymała go mocno. Z twarzy sczerniałych od kurzu i znoju, przypominających zastygłe w dziwnej surowości maski, tylko oczy zdradzały życie i płonęły blaskiem. Na nie też pułkownik skierował badawcze spojrzenie. Długo nie mógł wydobyć z siebie głosu, długo ważył w sobie pytanie, bojąc się, czy otrzyma pozytywna odpowiedź.
– Wytrzymacie chłopcy? – rzucił wreszcie do przechodzącego batalionu.
– Wytrzymamy, panie pułkowniku! – odezwały się z ożywieniem maski piechurów.

Apoloniusz Zawilski, Bitwy polskiego września, Łódź 1989, t. 2, s. 58.

Tagi:
A
A+
A++
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego